
Kiedy byłam małą dziewczynką, 6 grudnia Mikołaj przynosił same słodycze i chował je w wyczyszczonych przeze mnie kozaczkach. Skromnie acz zrozumiale - drobne prezenty są wspaniałym wprowadzeniem w sezon świąteczny. Jeśli teraz zasypiemy naszych bliskich/ukochanych/przyjaciół/kolegów z pracy/szefa (!!!:) drogimi czy wymyślnymi prezentami, to czym się popiszemy na Gwiazdkę?
Dlatego jestem gorącą zwolenniczką stopniowego rozbudzania apetytu na prezenty. Potraktujmy prezenty mikołajkowe jako przystawki przed daniem głównym - Choinką. Co zatem mamy do wyboru? Może anielski kubeczek ze skrzydełkami albo urocza ramka na zdjęcia? Zabawny kocyk polarowy albo nakręcany robocik na długie wieczory zimowe? A dla dziecka kreatywna zabawka Bilibo Gamebox czy kolorowe grzechotki...
Najważniejszym kluczem do prezentu jest znajomość drugiej osoby. Czy ucieszy się z tego co jej kupiliśmy?
Życzę wszystkim przynajmniej jednego osobistego prezentu mikołajkowego:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz