Uff, już po Świętach. Wreszcie! Radosne oczekiwanie zamieniło się w uschnięte drzewko, gubiące igły za każdym dotknięciem. Dziwne zjawisko te Święta (poza aspektem religijnym, oczywiście). Pewnie tuż po Dniu Zmarłych zaczynamy mentalne, a potem kulinarno-mieszkalne przygotowania do Gwiazdki - porządki, zakupy, prezenty. Na jakieś dwa dni przed mamy już tego trochę dość, bo wciąż czegoś brakuje i trzeba wracać do zatłoczonych centrów handlowych. A potem są same Święta. Ciepłe, fajne, spokoje (w wersji idealnej;)
Najdziwniejsza tak naprawdę jest pustka, z jaką zostajemy 1 stycznia. Ok, tyle myślenia, planowania, przygotowywania i co? Na otarcie łez pozostają postanowienia. Nie do spełnienia.
Jutro bardziej optymistycznie:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz